środa 25 Kwi 2018
  • default style
  • red style
  • blue style
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
  • Narrow screen resolution
  • Wide screen resolution
  • Wide screen resolution

Msza św. o pokój serca i za nieuleczalnie chorych za wstawiennictwem świętych Karmelu.
15. maja. Zapraszamy!
Sanktuarium św. Józefa oo. Karmelitów, Wzgórze św. Wojciecha w Poznaniu

Noc ciemna wg św. Jana od Krzyża - rozważania cz.1

CIEMNA NOC DUSZY W UJĘCIU JANA OD KRZYŻA

Jak wiadomo, Jan od Krzyża wyróżnia noc zmysłów i noc ducha. Podział ten łatwiej zrozumieć wiedząc, jak Jan od Krzyża widzi wewnętrzną strukturę człowieka.

Struktura duszy

Jako człowiek posiadasz swoją zewnętrzność i swoje wnętrze. Sferę zewnętrzną Jan od Krzyża określa jako el sentido, „zmysł". Określenia tego używa najczęściej w liczbie mnogiej - „zmysły". Do tej sfery zalicza ciało, uczuciowość, namiętności (radość, nadzieję, smutek i lęk), wszelkie drobne pożądliwości (apetitos), wyobraź­nię, jak też i rozum w tym znaczeniu, w jakim jest on za­leżny od wiedzy, której dostarczają zmysły (por. PD 20, 3), innymi słowy wszystko co sprawia, że mówimy: „to lu­bię - tego nie lubię".

Sferę wewnętrzną nazywa duchem, el espiritu (z małej litery). Tu zamieszkuje wola i miłość. To właśnie wola rządzi miłością. Kochać drugiego człowieka to zna­czy afirmować jego istnienie, „chcieć go", czemu często dajemy wyraz mówiąc: „Dobrze, że jesteś". W tej sferze ducha mieści się również rozum w takiej mierze, w jakiej jest on niezależny od zmysłów. Innymi słowy możemy go nazwać wiedzą duchową, intuicyjnym, głębszym pozna­niem. Tu również zamieszkują „uczucia" wyższe, które nie są uczuciami w potocznym tego słowa znaczeniu (bra­kuje nam w tym miejscu odpowiedniego określenia): po­czucie bezpieczeństwa, poczucie sensu, solidarność, a przede wszystkim pokój.

Jesteś jednak czymś więcej niż tylko sferą zewnętrzną i wewnętrzną. Istnieje trzeci element, mianowicie cen­trum duszy. To właśnie tutaj jesteś obrazem Boga, tu­taj jesteś z Nim spokrewniony, „boski". Tu zamieszkuje Trójca Przenajświętsza, tu jesteś żywą świątynią niezależ­nie od tego, czy żyjesz w stanie grzechu, czy nie.

Mistycy często podkreślają, że jest taki obszar w czło­wieku, który jest zupełnie świeży, święty, nieskalany, miejsce nietknięte grzechem pierworodnym. Człowiek nie jest skalany grzechem pierworodnym, jest jedynie zraniony. A zranienie oznacza, że żyje nie czerpiąc już ze źródła swego życia, że sprzeciwia się swojej najgłębszej naturze, że stał się obcy samemu sobie.

Człowiek jest więc istotą złożoną, jest zespołem rze­czywistości. Stąd bardzo łatwo staje się jakby „rozczłon­kowany". Równowaga tych różnorakich poziomów w człowieku może ulec zachwianiu, tworzą się pewne za­blokowania i sprawiają, że któreś z tych poziomów chce żyć tylko swoim własnym życiem zamiast pozostawać w harmonii z pozostałymi. Ta podwójna noc ciemna jest właśnie tym procesem integracji, który przywraca jedność w różnorodności.

„Centrum duszy jest Bóg", pisze Jan od Krzyża (ŻPM 1, 12 *). Czy jiie trąci to nieco panteizmem? Teologowie zazwyczaj boją się panteizmu, mistycy są odważniejsi. Wielu z nich używa takich określeń, które bardziej złośli­wi czytelnicy chętnie interpretują jako panteistyczne. A Pismo święte? „On jest wszystkim", mówi Jezus, syn Syracha o Bogu (Syr 43, 27). Św. Paweł pisząc „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal 2, 20), mówi, że Chrystus jest samym życiem w nim. Deus interior intimo meo, mówi św. Augustyn (354-430), co można zinterpre­tować: Bóg to więcej niż ja sam, Bóg to moje prawdziwe „ja". O tym mówi też przypowieść o winnym krzewie i latoroślach.

 

Noc zmysłów

Przypatrzmy się  najpierw nocy zmysłów (zewnętrz­nych). Nasze zmysły są jak okna, poprzez które stykamy

się ze światem zmysłowym: z ludźmi, rzeczami, sytuacja­mi, zdarzeniami naszego życia. Swój czas spędzamy czę­sto na wyglądaniu przez okno. Jesteśmy tak dalece „skie­rowani na zewnątrz", że zupełnie tracimy albo mamy tyl­ko nikły kontakt z głębszym, duchowym wymiarem na­szej istoty.

Również w relacji do Boga w głównej mierze znajdu­jemy się na poziomie zmysłowym. Zbliżamy się do Niego obierając sobie za punkt wyjścia naszą potrzebę koncen­tracji na samych sobie, traktując Boga jak chłopca na po­syłki. Sprowadzamy Boga do roli dojnej krowy, jak to określa Mistrz Eckhart (ok. 1260-1327). W najlepszym ra­zie zakochujemy się w Nim: jest nam dobrze na modli­twie, rozkoszujemy się myśleniem i mówieniem o Bogu.

Zakochaniu towarzyszy rozbudzenie silnych uczuć. Ich intensywność może sprawić, że zaczniemy wierzyć w na­sze całkowite zaangażowanie w miłość, że cali jesteśmy nią rozpaleni. A tak naprawdę zaangażowana jest tylko rzeczywistość drugorzędna, co potwierdza fakt, że zako­chanie może przeminąć, niekiedy nawet nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Uczucia zakotwiczone w naszym duchu są bardzo cenne, ale na uczuciach, które nie mają kontaktu z głębszą sferą w nas, nie możemy polegać.

Trzy znaki

Jak iść dalej? W jaki sposób można przejść ze sfery zmysłów w sferę ducha, z rzeczywistości zewnętrznej do wewnętrznej?

Poprzez noc zmysłów. Rzeczywistość zewnętrzną i ży­cie, które w tej sferze się rozgrywa, Bóg osłania ciemnoś­cią. „Wyglądanie przez okno" przestaje cieszyć. Nie ba­wią już podróże, lektura książek, pójście do kina. To co kiedyś przynosiło radość, teraz przepełnia poczucie pust­ki. Masz wrażenie, że tracisz czas i wszystko, co najważ­niejsze. Ale i obcowanie z Bogiem straciło swój smak. Dojna krowa przestała dawać mleko. Dotychczasowy sposób modlitwy wyczerpał się, teraz budzi jedynie nie­chęć i wywołuje cierpienie.

To ogólne zniechęcenie jest pierwszym spośród trzech znaków, jakie Jan od Krzyża podaje, by móc rozpoznać, czy naprawdę weszło się w noc zmysłów. „Pierwszym zna­kiem jest to, że dusza nie znajduje upodobania i pociechy w rzeczach Bożych, tak również nie znajduje ich w żadnej z rzeczy stworzonych" (NC I 9, 2).

To normalne, że się niepokoisz, kiedy twój kontakt z Bogiem nie daje ci już żadnego zadowolenia. Zaczynasz tracić Boga? Ten niepokój to drugi znak: „Dusza myśli często z lękiem i niepokojem o Bogu i sądzi, że nie służy Mu należycie, ale się cofa, skoro nie znajduje już więcej radości w rzeczach Bożych" (NC I 9, 3). Paradoksalnie niepokój taki oznacza, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że brak radości w obcowaniu z Bogiem nie jest ani oziębłością, ani słabością. Człowiek oziębły bowiem nie troszczy się wcale o swój kontakt z Bogiem.

Trzeci znak to niemożność rozmyślania dawnym spo­sobem. Zamiast zajmować się myśleniem o Bogu, te­raz chcesz Boga. Męczy cię już sama tylko myśl, że moż­na wziąć jakiś fragment Ewangelii, rozważać go i próbo­wać praktycznie odnieść go do swego życia. Całe to roz­ważanie dyskursywne nic już więcej nie daje. Próbujesz od nowa, ale doświadczasz tylko oschłości (NC I 9, 8).

 

Modlitwa kontemplacyjna

Dopóty dobrze się czujesz pozostając na poziomie zmysłowym, dopóki nie szukasz sposobności, by pójść w głąb. Teraz jednak, gdy w zmysłach nie znajdujesz już nic więcej, otwiera się przed tobą możliwość, by zwrócić się ku głębszej rzeczywistości, wniknąć w ducha. Tym więcej, im bardziej odczujesz pociągającą siłę płynącą z centrum twej duszy, która skierowuje cię ku głębszym jej sferom.

Zazwyczaj z początku zauważasz wyłącznie tylko to, że tracisz wszystko. Nie wiesz jeszcze, co otrzymasz w za­mian i jak masz się zachować podczas modlitwy, kiedy da­wna jej forma przestała spełniać swą rolę. Jednak stop­niowo zaczynasz odkrywać, że cała ta dyskursywność myślenia i wyobraźni nie jest już potrzebna, że w kontakcie z Bogiem wzniosłość uczuć nie ma żadnego znaczenia. Zaczynasz rozumieć, że modlitwa to coś o wiele prostsze­go, że wystarczy trwać przy Bogu, patrzeć na Niego z mi­łością. Jan od Krzyża często mówi o atendón amorosa (uwadze miłosnej).

Potrzeba czasu nim odnajdziesz się w tej nowej formie modlitwy. Dobry kierownik duchowy może tu wiele po­móc. /Współcześnie mamy dostęp do wielu książek poświę­conych modlitwie kontemplacyjnej; kto chce, znajdzie w nich wskazówki dla siebie. Jasny wgląd w to, co się dzieje-i dlaczego tak się dzieje, ma ogromne znaczenie. Możesz zyskać bardzo wiele czasu, jeśli zrozumiesz, że oschłość uczuć nie jest żadnym złym znakiem, a tylko za­proszeniem ze strony Boga, by przekroczyć próg i przejść ze sfery zmysłów w sferę ducha.

Noc zmysłów nie musi więc przebiegać szczególnie dramatycznie. Będzie dramatyczna tylko wtedy, gdy bę­dziesz się wzbraniać przed porzuceniem dawnego sposobu życia lub jeśli twoi duchowi przewodnicy zmuszą cię do kontynuowania aktywnej, dyskursywnej modlitwy, pod­czas gdy czas dojrzał już do modlitwy kontemplacyjnej. Z chwilą gdy zaakceptujesz, że czas wielkich uczuć prze­minął i dobrowolnie wejdziesz w oschłość, noc straci swój charakter kryzysowy. W takim momencie - jak zawsze - zasadnicze znaczenie ma akceptacja, która nas wyzwala.

W miarę jak będziesz przyzwyczajać się do nowej, prostszej formy modlitwy, bez wielu myśli i słów, zrozu­miesz, że w miejsce uczuć, które minęły, otrzymujesz coś o wiele cenniejszego. Ukojenie, które daje ci modlitwa kontemplacyjna angażuje głębsze sfery twej istoty. Jest ci dobrze trwać w tej głębi i jesteś już prawie poza tym, co dzieje się na zewnątrz, czy szaleje tam burza czy nie.

Taka niezależność uczuć przynosi większą równowagę wewnętrzną. Osiągasz nową wewnętrzną harmonię, wyraźniejszą tożsamość. Czujesz się lepiej fizycznie i psychicz­nie. Modlitwa, która jest odpocznieniem w Bogu, od­biera siły, ale nie bez udzielania ich w zamian. Prze­de wszystkim człowiek wyraźnie dostrzega, że zbliżył się do Boga, że dopiero teraz dobrze zrozumiał, czym jest modlitwa. Jest bowiem wielka różnica pomiędzy myśle­niem o Bogu, a trwaniem w Nim.

Wtedy człowiek ulega pokusie by wierzyć - nawet nie czytając mistyków - że odnalazł drogę i teraz wystarczy podążać nią przez resztę swego życia. Sądzi, że uciszenie będzie się pogłębiać, ukojenie będzie coraz pełniejsze (porównaj: Wilfrid Stinissen, Droga modlitwy wewnętrznej).

Noc ducha

W rzeczywistości przychodzi kolej na nową noc, która jest bez porównania ciemniejsza i bardziej bolesna niż pierwsza. „Pomiędzy obydwoma oczyszczeniami taka za­chodzi różnica, jak między wycięciem korzenia a odcię­ciem gałązki, lub usunięciem świeżej plamy a usunięciem plamy dawnej i zastarzałej" (NC II 2, 1).

Ciemność, która ogarnia sferę zmysłów podczas nocy zmysłów, przeżywa się doprawdy boleśnie, choć jest ona stosunkowo łatwa do zrozumienia. Można w niej dostrzec pewną analogię do miłości pomiędzy dwiema osobami. Ró­wnież tutaj zakochanie musi przerodzić się w wiarygodną, ugruntowaną miłość. Natomiast w nocy ducha trudniej jest dopatrzeć się podobnej analogii. Tu tracisz zarówno mi­łość, jak i Boga. Pierwsza noc miała za zadanie oczyścić i pogłębić miłość, a wynikiem tego była jej nowa, prze­tworzona forma. Przez noc zmysłów człowiek zewnętrzny staje się człowiekiem wewnętrznym. Natomiast noc ducha przebóstwia człowieka. Nie ma tu mowy o miłowaniu Boga jeszcze głębszą miłością bez miłowania Go Jego własną miłością. Wszystko, co człowiek do­tychczas budował, rozpada się w gruzy, by dać miejsce Bogu samemu. Tutaj tracisz swoje życie, by zyskać ży­cie Boże (patrz: NC II 4, 2; 13, 11; 22, 1)

 

Tu naprawdę rozstrzyga się dramat. Nie można zapo­minać o tym, że ci, którzy zaszli aż tak daleko, do nocy

ducha, są to ludzie, którzy wszystko postawili na Boga. Sprzedali wszystko, by móc kupić drogocenną perłę. Bóg jest dla nich wszystkim. Stracić Boga znaczy stracić wszyst­ko. Nie istnieje dla nich żadna pocieszająca droga wyjś­cia, żadna możliwość rekompensaty. Wszystko, co nie jest Bogiem, straciło dla nich jakiekolwiek znaczenie. Kiedy Bóg stał się dla kogoś tak rzeczywisty, że stał się absolut­nie jedynym sensem życia, to jest ono prawdziwym pie­kłem, jeżeli ten Bóg raptem znika.

Aspekt moralny nocy

Noc ducha ma swój podwójny aspekt: moralny i ontologiczny (NC II 5, 2).

Aspekt moralny to fakt, że Bóg jest zbyt święty dla grzesznego człowieka. Bóg jest światłem. Jeżeli światło cię przeniknie, to stwierdzisz z bólem, że jesteś o wiele bardziej zabrudzony niż ci się zdawało. Duch Święty w pierwszym rzędzie odsłania, czym jest grzech (J 16, 8). „Tak jak schody służą zarówno do wstępowania w górę, jak i do schodzenia w dół, również ta tajemnicza kontem­placja udziela się duszy podnosząc ją do Boga, a uniżając w niej samej. Bowiem prawdziwe Boże działanie ma tę właściwość, że równocześnie uniża i podnosi duszę" (NC II 8,2).

Widać, że wszystko, tak dobro jak i miłość okazywana Bogu i ludziom, były skażone miłością własną, manipulo­wało się ludźmi zamiast im służyć, pracowało się dla włas­nego królestwa zamiast dla królestwa Bożego. Człowiek po­woli zaczyna rozumieć, że wszelkie dobro, jakie całe życie czynił i przez które zyskał sobie względy innych ludzi, było życiem dla siebie; zachowywał się dotychczas tak, jakby sta­nowił pępek świata; beznadziejnie popadł w egocentryzm. Boże światło nieubłaganie odsłania faryzeusza.

Żeby choć wiedzieć, że ta krzyżująca świadomość grzechu jest następstwem wejścia w strumień światła Bo­żego, to nie odczuwałoby się jej jako tak beznadziejną. Jednak nic nie wskazuje na to, że przebywa się w światło­ści Boga. Dostrzega się wyłącznie własną ciemność.

Im bardziej Bóg oświeca duszę, tym ona wyraźniej wi­dzi tę absolutną różnicę, jaka istnieje pomiędzy egoiz­mem upadłego człowieka a świętością Boga. „Kiedy to Boże światło zalewa duszę - pisze Jan od Krzyża - to przenika ją w tym celu, by usunąć wszystkie jej nieczysto­ści. Zatem dusza czuje się tak zabrudzona i nędzna, iż są­dzi, że Bóg ją odrzucił, i że ona we wszystkim sprzeciwia się Bogu" (NC II 5, 5). Bóg, w którego miłości człowiek był skąpany może przez wiele lat, teraz jest odbierany jako zły Bóg. Człowiek nie ma już nic więcej, co by go łą­czyło z Bogiem. Dusza „jest jak pole bitwy, gdzie dwie przeciwności toczą w niej walkę" (NC II 5, 4).

Najgorsze, że nie sposób uwierzyć, że coś może się tu odmienić na lepsze. Jest się tak bardzo ogarniętym świa­domością swojej grzeszności i nędzy, że droga ku wyzwo­leniu wydaje się zupełnie zamknięta. Ciemności doświad­cza się jako czegoś ostatecznego i nieodwracalnego. „Naj­boleśniejszym zaś zmartwieniem jest to, iż się jej zdaje, że nie dźwignie się nigdy i że wszelkie jej dobra już się skończyły" (NC II 5, 5).

Sprawą najistotniejszą jest tu świadomość, że cierpie­nia nocy ciemnej nie są wynikiem nieobecności Boga. Przeciwnie, to właśnie nadmierna Jego bliskość jest przyczyną wszystkich udręk. Jan od Krzyża nieustannie podkreśla, że noc jest spowodowana tym, iż Bóg z nie­zwykłą troską i miłością zaczyna współpracować z czło­wiekiem. Mówi często o boskim świetle, które zaciemnia wzrok duszy, lub o ogniu, który spalając drewno wpierw czyni je czarnym, ciemnym i brzydkim, by je przemienić w sam ogień (NC II 10, 1).

W 1988 roku w Uppsali odbyło się sympozjum z psy­chologii religii na temat milczącego Boga. Poproszono mnie, bym wygłosił referat na temat: „Noc ciemna: mil­czenie Boga u Jana od Krzyża". Jednak tak naprawdę, to 'podczas nocy ciemnej Bóg wcale nie milczy. Raczej moż­na powiedzieć, że Bóg przemawia tak głośno, że aż uszy pękają. Ale prawdą jest, że człowiek nie jest świadom, że to mówi Bóg. Człowiek przeżywa tylko chaos i zagu­bienie.

Poza tym słowo silencio u Jana od Krzyża nigdy nie jest używane w znaczeniu negatywnym. Milczenie jest święte, godne pożądania. Milczenie przygotowuje na spo­tkanie z Bogiem, a kiedy Bóg dotyka człowieka, stwarza w nim przestrzeń milczenia. Muzyka, która rozbrzmiewa w centrum duszy, jest „muzyką milczenia" (PD 15). Jano­we myśli o milczeniu zawarte są w jego znanej sentencji: „Jedno słowo wypowiedział Ojciec, którym jest Jego Syn i to słowo wypowiada nieustannie w wieczystym milcze­niu; w milczeniu też powinna słuchać go dusza" (Zasady miłości nr 21)

Aspekt ontologiczny

Drugi aspekt nocy jest natury psychologicznej, czy żeby powiedzieć wprost: jest ontologiczny. Aspekt ten opiera się na zasadniczej różnicy, jaka istnieje pomiędzy Bogiem a stworzeniem. Bóg jest zbyt wielki i zbyt trudny dla człowieka, w każdym razie dla człowieka takiego, ja­kim się stał, gdy zgrzeszył. „Wszystko jest dla duszy cias­ne", pisze Jan od Krzyża, „nie może się pomieścić w nie­bie ni na ziemi" (NC II11, 6). Bóg pragnie rozszerzyć du­szę, przywrócić jej pierwotny wymiar. To, że dusza jest tak ciasna i zamknięta, to nie dlatego, że Bóg ją taką stworzył, ale to ona przez swój grzech stała się ciasna.

 







Licznik odwiedzin

Dzisiaj18
Wczoraj139
Wizyt w tygodniu260
Wizyt w miesiącu3069
Łącznie wizyt86651

VCNT - Visitorcounter