poniedziałek 03 Sie 2020
  • default style
  • red style
  • blue style
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
  • Narrow screen resolution
  • Wide screen resolution
  • Wide screen resolution

Msza św. o pokój serca i za nieuleczalnie chorych za wstawiennictwem świętych Karmelu.
3. wtorek miesiąca, godz. 18:00 Zapraszamy!
Sanktuarium św. Józefa oo. Karmelitów, Wzgórze św. Wojciecha w Poznaniu

Kazanie z Mszy św. za nieuleczalnie chorych i o pokój serca 19.11.2013

Nieuleczalnie chorzy i pokój serca... Wydaje się, że to są dwie sprzeczności, a jednak próbujemy je jakoś scalić po chrześcijańsku.

Wątek św. Rafała: List 249, do Matki, Smoleńsk, 12 listopada 1873

List pisany jest w sytuacji przejściowej. Może to wydawać się dla nas przesadne, ale ta nieokreślona niewiadoma dla człowieka w pewnym okresie życia może okazać się czymś bardzo trudnym do przyjęcia.

Czeka na wynik starań podejmowanych przez Masię w Petersburgu - a nie wie, kiedy i co załatwi? Zastanawia się więc nad przyjęciem pracy nauczyciela prywatnego, bo szuka środków na utrzymanie, a zarazem ta niewiadoma...

Ważne jest w tym to, że zamieszkał na parafii i cieszy się, że ma wyborny pokoik, „o dwóch oknach, zwrócony do okien kościółka...

Wobec tej sytuacji broni się przed jakimś miotaniem się wewnętrznym: „odrzuciwszy więc troski daremne, trzeba myśl zwrócić do korzystnego używania chwili obecnej”.

Ma w swoim sercu sprawy rodaków na wygnaniu i sporo miejsca zajmują w nim duchowni.

Nie zapomina również o swoich z rodziny, stąd śledzi losy swoich braci Baltazara i Aleksandra. Podejmuje także postanowienie, aby jeszcze bardziej wyjść naprzeciw swojej rodzinie:

„W czasie mego pobytu w domu, kiedy wszystkie postacie stały się dla mnie wyraźniejsze, dla łatwiejszego porozumienia się (non ad destructionem sed ad aedificationem) postanowiłem pisywać do pojedynczych osób; daleko jest łatwiej prowadzić rozmowę z jednostką, aniżeli z ogółem, który nie stanowiąc indywiduum, nie jest istotą. Jeżelim się dawniej trzymał innej reguły, to raczej z konieczności, aniżeli z upodobania. Stosunek więc mój do każdego z członków rodziny, wydobywa się z mglistości...”

Pokój serca nie rodzi się z zewnętrznego układu życia, rodzi się z podejścia do życia i z otwartości na innych, aby im służyć swoją dobrocią czy sercem i zachowując serce zwrócone do Pana i troszcząc się o żywe trwanie w Kościele.

Wątek Niewidzialnego Klasztoru „Chrzest Malwiny” fragment książki Martiala Codou Niewidzialny Klasztor Jana Pawła II

Udałem się do Bois Le Roi, aby uczestniczyć w akcie poświęcenia się Filipa i Marty Niewidzialnemu Klasztorowi. Po ceremonii świętowaliśmy jeszcze pięćdziesiątą piątą rocznicę urodzin  Filipa  w gronie rodzinnym. Byli też obecni o. Jakub oraz bracia i siostry ze wspólnoty. Około drugiej po południu, trochę zmęczony, chciałem uciąć sobie krótką drzemkę.

Nie było mi to jednak dane, bo gdy tylko przysnąłem, zadzwonił telefon. Dzwoniła Małgorzata, sekretarka pracująca w szpitalu, w którym przebywała Malwina. Cała we łzach oznajmiła: „To już koniec. Malwina jest w głębokiej śpiączce. To ostatnie chwile jej życia. Proszę byś się za nią pomodlił. Niech modlą też się za nią inne osoby we wspólnocie, ponieważ nie jest ochrzczona!” Upewniłem ją o naszych modlitwach i stanowczo poprosiłem, by zaraz poszła ochrzcić Malwinę!” Zaskoczona odparła mi, że nie może tego zrobić. „Nie tylko, że możesz, ale masz obowiązek to uczynić, ponieważ Malwina umiera”, odparłem. Ponieważ jednak Małgorzata wydawała się zbyt przejęta, zasugerowałem jej, by poprosiła o pomoc Rachelę, praktykującą pielęgniarkę.

„We dwoje będziecie znacznie mocniejsze, a Rachela będzie świadkiem chrztu. Ale zanim ją ochrzcicie, odwiedźcie wpierw Mariannę, pacjentkę tego szpitala, poświęconą Niewidzialnemu Klasztorowi Jana Pawła II. Poproście ją, by ofiarowała swoje cierpienie Bogu Ojcu, przez ręce Maryi w jedności z Jezusem w tej właśnie intencji. Stanie się ona w ten sposób jakby małym kluczykiem, który otworzy serce Malwiny na łaskę chrztu”.

Po dokonaniu chrztu Małgorzata zadzwoniła do mnie ponownie, niezwykle wzruszona: „Martial, to niewiarygodne! Pod koniec chrztu, kiedy powiedziałam Amen, Malwina wciąż przecież bez świadomości, nabrała głęboko powietrza, by wydać z siebie głębokie tchnienie! Miałyśmy wrażenie, jakby jakiś wielki ciężar zdjęto jej z barków”.

Małgorzata miała rację, bowiem łaska chrztu zdjęła z Malwiny ciężar grzechu pierworodnego i grzechów osobistych.

Gdy po godzinie obie panie zajrzały do pokoju Malwiny, zobaczyły ją w pełni świadomą, a na dodatek głodną! Cudowne uzdrowienie było konsekwencją chrztu, a stało się to w dzień poświęcenia się Niewidzialnemu Klasztorowi Filipa i Marty, także mocno cierpiących osób.

Wkrótce przyszedłem do Malwiny, by dopełnić obrzędu chrztu św. przez namaszczenie krzyżmem. Minęły dwa lata od tego czasu. Malwina nie potrzebuje już pomocy w oddychaniu ani oczyszczania krwi! To wielka radość widzieć ją zawsze pogodną i uśmiechniętą.

Malwina kontynuuje swoją duchową drogę. 28 grudnia przyjęła pierwszą komunię św. w obecności mojej mamy wspierającej ją modlitwą, a 20 czerwca 2008 roku została bierzmowana i zarazem poświęciła się oficjalnie Niewidzialnemu Klasztorowi Jana Pawła II podczas mszy św. sprawowanej w swoim szpitalnym pokoju przez o. Juliana Ilwickiego, kapelana klasztoru niewidzialnego w obecności świadków: Jean Loup i Nelly Dherse, Gigi Alias, Anais Codou, Gabrieli Ristorto i pani psycholog. Malwina otrzymała wiele łask: mimo, ze najbliżsi nie wspierali jej na drodze wiary, ona sama poprzez wolny wybór swojego umysłu wkroczyła na tę drogę i posuwa się na niej w zawrotnym tempie.

Wkrótce po poświęceniu, Malwina oznajmiła mi z dumą, że będzie moją laską pielgrzyma, co ma swój aspekt humorystyczny, zważywszy na to, ze ma ona amputowaną nogę! Cieszę się, że wspiera mnie w ten sposób. Prawdę mówiąc wspieramy się nawzajem. Każdego wieczoru, około północy odwiedzam swoje oratorium i po dłuższej adoracji, błogosławię wszystkich członków Klasztoru Najświętszym Sakramentem, aby Pan podtrzymał tych cichych męczenników naszych czasów”

Tekst zostawmy bez komentarza, ale wiele mówi o tym, czym jest chrzest.

Wątek Salvifici Doloris (list apostolski bł. Jana Pawła II o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, 11.02.1984)

„W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” — pisze św. Paweł Apostoł, odsłaniając zbawczą wartość cierpienia.

Słowa te zdają się znajdować u kresu długiej drogi poprzez cierpienie wpisane w dzieje człowieka i naświetlone Słowem Bożym. Mają te słowa wartość jakby definitywnego odkrycia, któremu towarzyszy radość — i dlatego Apostoł pisze: „Teraz raduję się w cierpieniach za was”. Radość pochodzi z odkrycia sensu cierpienia — a odkrycie to, chociaż jest jak najbardziej osobistym udziałem piszącego te słowa Pawła z Tarsu, jest równocześnie ważne dla innych. Apostoł komunikuje swoje odkrycie i cieszy się nim ze względu na wszystkich, którym może ono dopomóc — tak jak jemu pomogło — w przeniknięciu zbawczego sensu cierpienia”. Salvifici Doloris − list apostolski bł. Jana Pawła II o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia.

Dodajmy: dojrzewanie do tego odkrycia trwa długo.

Ewangelia z dnia: Zacheusz bardzo chciał zobaczyć Jezusa. Łk 19,1-10

Ten fragment Ewangelii ukazuje coś ważnego, w jaki sposób zbawienie może stać się udziałem danej osoby czy rodziny.

Zakończenie: więź z Jezusem powinna być dla nas punktem docelowym i z tego powinna wynikać reszta.